banner

czwartek, 7 lutego 2013

Bałagan (wbrew pozorom - chodzi o knajpę)

Przyjemny wieczór z M. i K. oraz ich znajomymi w Bałaganie. 
Olśnienia!
Olśnienie pierwsze.
Znamy się z M. już prawie szesnaście lat (we wrześniu będzie). 2 września w pierwszej klasie liceum usiadłyśmy razem w ławce i... do dzisiaj mamy świetny kontakt. Jak ten czas leci...
Olśnienie drugie.
Nie starzejemy się. Piękniejemy. Hihi.
M. ma nowego psa, Pchłę. Boskie skrzyżowanie charta z czymś jeszcze, potulne i cudowne stworzenie. Dało się głaskać, myziać, rozpieszcać... I siedziało w knajpie bez szczeknięcia skargi! Idealny pies! Głównie siedziała pod stołem, tudzież na kanapie, pchając pysk na kolana.
Świętowałyśmy z M. kończenie pisania doktoratu (w jej wykonaniu). Wieczór miły, całkiem ciepły, jakby ku wiośnie szło. Spokój, cisza... W Bałaganie co jakiś czas słychać (oraz lekko czuć) przejeżdżające pociągi (w końcu nasyp), ale to w niczym nie przeszkadza. Lubię tę knajpkę. Ma przyjemny, ciasny klimat domowej nasiadówki z kumplami, w tle gra muzyka, powyżej telewizor (ilekroć jestem, lecą mecze), a przy stole debata nad psami i gra w kości.

Usiłowałam zrobić zdjęcie, ale późna pora i zdjęcie komórką, do tego trzy piwa grzane z miodem... To nie mogło wyjść najlepiej. Ale jakby ktoś chciał namierzyć Bałagan, to niech po zmroku szuka czegoś takiego...



A potem? Wpadłam na przystanek i od razu podjechał bezpośredni tramwaj (do mnie). Uroki nowego miejsca - łatwiej się tam dostać nawet późnym wieczorem. Ponoć zewsząd.

Agi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz