banner

środa, 13 lutego 2013

Sushi z przypadku

Sushi w planach nie było, ale że koleżanka z pracy zamawiała sobie w ramach obiadu... Podpięłam się. Wspólnie skonsumowałyśmy takie cudo.

zdjęcie zrobiła Ł.                                        


Koneserzy sushi pewnie powiedzą, że nie ma się czym podniecać, zwykły zestaw i tyle. Ale ja jestem szarym sushożercą i twierdzę, że to było przepyszne. Raz na jakiś czas (niestety, drogie, nie na moją kieszeń, by często się tym raczyć) można zaszaleć. Muszę spróbować zrobić samodzielnie, niektórzy moi znajomi potrafią, więc to jest wykonalne. Hmm. Ciekawe, czy przeze mnie...

Z innej beczki - wyłapałam Winter Colę. Smakuje jak zwykła cola, tylko ma (chemiczny) korzenny posmak. W zasadzie nie będzie to mój przysmak. Ale spróbować musiałam, bo ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy.

Agi

2 komentarze:

  1. Sushi i maki kocham od lat 18-tu, gdy to je sprobowalam po raz pierwszy.
    Jesli sie kiedys wybierzesz do Paryza, to daj znac, a powiem ci gdzie jest najwiecej roznych restauracyjek japonskich. No i mam tez jedna ukochana restauracje koreanska, gdzie jada mnostwo paryskich koreanczykow, bo jest jedna z najlepszych. Kiedys pracowalam niedaleko i chodzilam tam na lunche 2-3 razy w tygodniu. Mieli niedrogie, smaczne zestawy obiadowe. Maja je nadal, tylko ja juz pracuje gdzie indziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam kiedyś w Paryżu, ale chętnie bym ponowiła podróż, bo wycieczka była krótka i jakoś tak zorganizowana, że nie było jak przejść się uliczkami, zobaczyć z bliska knajpki itd.
      Myślę, że powtórzę doświadczenie. Choć francuskiego nadal ni w ząb nie rozumiem. :D

      Usuń