banner

sobota, 16 marca 2013

Walka z wiatrakami, pardon - z automatami

Zaznaczam od razu, że jestem ortodoksyjnym wyznawcą MPK. Samochodu nie posiadam, prawka też nie (choć to się pewnie kiedyś zmieni, bo wypadałoby umieć obsłużyć kierownicę). Wrogiem nie jestem, ale jeśli w mieście działają tramwaje i autobusy, to wygodniej mi się poruszać właśnie nimi.
Euro 2012 było, Wrocław się przygotował na cacy, przystanki mamy takie, że mucha nie siada. I jak na taki przystanek podjeżdża nowiutki tramwaj, to się człowiek bardziej z europejska czuje. Jeszcze czekam na moment, kiedy automaty do biletów będą na KAŻDYM przystanku, to już w ogóle będzie raj.
I żeby działały jak należy.
Ja mam jakiegoś pecha. Ogólnie automaty są w porządku i nie boję się ich, o ile płacę kartą. Ale jak mam w ręku gotówkę, to mi ręka drży. Czemu? Otóż... co wrzucam kasę, to mi ją pożera, nie racząc wydrukować biletu. Człowiek przedwypłatowy wyciąga zaskórniaki, żeby kupić jednorazowy bilet (bo na nowy miesięczny jeszcze go nie stać), a ta wredna maszyna wsiorbuje monety jak chipsy i ani myśli się odwdzięczyć biletem. Oczywiście człowiek przedwypłatowy nie posiada też środków na komórce, by zadzwonić gdzie trzeba i z płaczem poprosić o interwencję. Oduczyłam się kupowania za gotówkę w momencie, gdy połknęło mi 10 złotych, wredne ustrojstwo.
Kiedyś, niedługo po Euro, nadziałam się na przystanku na Ukraińca, który usiłował powalczyć z automatem. Jakoś się z nim dogadałam, jak to należy obsługiwać, ale oczywiście jego 5 złotych automat... wiadomo, co z nim zrobił. Głupio mi się zrobiło jak nie wiem, poczułam coś na kształt "przyjeżdża obcokrajowiec, a durna maszyna pokazuje mu swoją najgorszą stronę". Cóż, zapłaciłam kartą za bilet, powiedzmy, że w ramach przyjaźni między narodami podarowałam mu go. Ponieważ jechałam tym samym tramwajem, to usiedliśmy razem i tłumaczyłam facetowi, żeby mi nie zwracał pieniędzy, bo po pierwsze - maszyna już mu zjadła kasę, a po drugie to byłby najdroższy jednorazowy na świecie (mniemam). Zresztą 3 zł to naprawdę nie jest tragedia, a przecież pomagać sobie jakoś trzeba. Ale przynajmniej do swojego przystanku sobie pogadaliśmy jak podróżny z podróżnym, co mnie dziwi, bo raczej nie nawiązuję znajomości pociągowych - odcinam się od świata książką albo gapiąc się przez okno. Cóż, zły automat łączy ludzi.
Od dłuższego czasu już jednak, jak wspomniałam, gotówką nie płacę i z automatami żyjemy w zgodzie. One mnie nie objadają z monet, ja nie mam ochoty puknąć je w szybkę. Make love, not war.
Tramwaje mi się jednak podobają bez zastrzeżeń. Wprawdzie rozbraja mnie, że najwyraźniej potrafią zagiąć czas, bo kiedy się spóźniają na elektronicznej tablicy zegar uparcie sobie stoi albo napis, że będzie za 2 minuty wisi sobie i kwadrans. Sprytne. Niemniej jazdę tramwajami dosyć lubię. A jak się jedzie takim nowym, to na ekranie leci sobie reklama, jakie to są nowoczesne przystanki, pojazdy, zmodernizowane węzły przesiadkowe, cuda, wianki i dzikie węże, aż człowieka duma zaczyna rozpierać, jakby conajmniej shinkansenem jechał...
;-)
 
Agi

3 komentarze:

  1. O widzisz a w Lublinie jeszcze(tfu, tfu) nigdy mi nie zjadło piniędzy, inna sprawa że kapryśna maszyna przyjmuje tylko wybrany bilon i nie zawsze. A jak nie przyjmuje to w całym mieście. No, ale cena mechanizacji. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Najgorzej jak ci jakis automat zezre karte.... np wieczorem i daleko od domu... Wtedy to dopiero moze cie trafic! Wiem bo raz mi sie to zdarzylo... Skonczylo sie dobrze po 24 godzinach ale ile mnie to zdrowia kosztowalo :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście te automaty nie mają jak ci pożreć karty, co jest dobre. Kartę wtykasz, ale on jej nie połyka jak np. bankomat. Zawsze ją możesz wyciągnąć, nawet nie trzeba jej wypuszczać z ręki, jeśli ktoś się czuje niepewnie. :-)
      Odpukać w niemalowane drewno - jeszcze mi się pożarcie żadnej karty nie zdarzyło.

      Usuń