banner

wtorek, 30 lipca 2013

Wrocławski soundtrack

Uch, trzeba by tu trochę posprzątać, bo mnie kapkę nie było w blogosferze i już pajęczyny się plączą.
A ja nie lubię pająków. :(

Wiszę jeszcze 2 wpisy z wydarzeń z życia Wrocławia, nadrobię w najbliższym czasie. Dziś tylko krótki wpis, żeby było wiadomo, że żyję. 

A zatem - kiedyś od pewnej osoby usłyszałam dość ciekawe stwierdzenie - "Lubię Wrocław. To miasto ma własny soundtrack!" W zasadzie osoba ta miała rację - wystarczy przejść się ulicami (najlepiej w okolicy rynku), by co rusz usłyszeć śpiew, co 2 metry w innym stylu. Człowiek śpiewa i gra (lub śpiewa do melodii z magnetofonu), przed nim kapelusz czy też otwarty futerał na gitarę i jeśli się komuś spodoba, to może wrzucić "co łaska". Cóż, podejrzewam, że o każdym mieście w okresie letnim można tak powiedzieć, niemniej mi utkwił ten "wrocławski soundtrack" w głowie.
Czasem kusi mnie, by niektórym śpiewakom wrzucić grosik i powiedzieć, że to zapłata, by zamilkli i przestali mordować szlagiery Budki Suflera czy Perfect, ale jak dotąd się wstrzymałam. I tak - Gienek Loska też na ulicach Wrocławia się wydzierał. Aczkolwiek mnie jego śpiew nigdy nie urzekł.
Żeby jednak nie było, że na ulicach Wrocławia występują same rozdarciuchy, gotowe zarżnąć każdy, nawet najlepszy kawałek w historii polskiej muzyki rockowej - bywają i wyjątki. Ostatnio przyuważyłam na Świdnickiej ludzi, którzy zaproponowali inny repertuar. Wyciągnęli wiolonczele czy też skrzypce i akordeon i... klasyka. I nie żadne rzępolenie do śpiewu miauczących kotów - naprawdę pięknie zagrana, przyjemnie było posłuchać.
Zawsze to miła odmiana.


Mam nadzieję, że żaden z bohaterów zdjęcia nie ma nic przeciwko umieszczeniu go na blogu.

Agi

1 komentarz: